O decyzjach, ćwiczeniach i kobietach

wtorek, kwietnia 21, 2015

2 tygodnie milczenia. Tęskniliście? Miałam uporządkować sobie wiele spraw w głowie. Pamiętacie mój ostatni post o kończącym się urlopie macierzyńskim? Krótkie zwolnienie lekarskie odroczyło chwilowo problem... a decyzja dalej nie podjęta!


Umiecie podejmować decyzje? Ja nie!

 

A co najgorsze, z wiekiem przychodzi mi to coraz trudniej! O dziwo, większy problem mam z wyborem dania w restauracji niż np. ścieżki kariery czy miejsca zamieszkania. Przynajmniej tak było do niedawna. Wszystkie wielkie życiowe wybory przychodziły mi bardzo łatwo, wręcz bez wahania. Ślub po 2 latach znajomości? Pewnie! Przeprowadzka do Francji? Super! Kolejne studia i inny zawód? Czemu nie?

Aż do teraz


Odkąd stałam się mamą i ciąży na mnie podwójna (a od niedawna i potrójna) odpowiedzialność, gubię się, gdy mam wybór. Decyzje przerażają mnie. Macierzyństwo wcale nie dodało mi jakiś magicznych skrzydeł, które pozwoliłyby mi wznieść się ponad problemy dnia codziennego. Nie stałam się też mądrzejsza, ani bardziej pewna siebie. Wręcz odwrotnie: świadomość, że to, co zrobię dziś, będzie miało reperkusje na całym życiu moich dzieci sprawia, że jestem zagubiona. Dziesięć razy spisuję każde za i przeciw. Robię listy plusów i minusów. Główkuję.

Mam tę moc?


Moja wewnętrzna Elsa czeka chyba jeszcze na obudzenie. Chciałabym zakrzyknąć za tą bohaterką Mam tę moc i dzięki magicznej odmianie stać się nagle pewną siebie i swoich decyzji. Nie patrzeć za siebie. Jak mawiają Francuzi: assumer. Może jeszcze do tego dorosnę. A póki co, uczę się trwania w decyzjach poprzez...

Ćwiczenia.


Sama w to nie wierzę, ale ukończyłam miesiąc codziennych ćwiczeń, tzw. dywanówek (no dobra, wyłamałam się 5 razy, czyli ćwiczyłam średnio 6 dni w tygodniu, nieźle nie?).

Zmotywowała mnie do tego grupa wspaniałych kobiet, między innymi blogerek: Bauagany, Grumpy Fox Blog, Matka Pauka: tak, to o Was ;). (Kto nie zna, niech leci poznać świat tych dziewczyn!) Nie wiem dlaczego, ale im właśnie udało się zmotywować mnie do ruszenia tyłka z kanapy wieczorem na dłużej niż tydzień. Dotychczas podobnie działał na mnie tylko bardzo drogi karnet na siłownię. Ćwiczenia pomagają mi czuć się lepiej samej ze sobą. Endorfiny poprawiają humor a codzienne wyzwania mobilizują.

Kobiety.


Zaczęłam też doceniać wsparcie kobiet. Przyjazd mojej mamy jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że za mało kobiet w moim życiu na co dzień jest. I że nie każda kobieta kobiecie wilkiem. I że fajnie czasem pogadać o kremach, cellulicie czy dupie Maryni.

Tęsknię za czasami, gdy kobiety żyły razem, w grupie. Matki i córki, wnuczki i babcie, ciocie z sąsiedztwa, pomagały sobie, wspierały się, były. Młode mamy uczyły się opieki nad niemowlętami od swoich mam i cioć. Radziły się ich, gdy czuły się zagubione w tym nowym świecie. Wspólnie podcierały pupy i zakatarzone noski. Gotowały obiady i plotkowały przy kawie. Razem.

Dziś każda z nas chce być super mamą. Czyta miliony poradników. A przy tym nie chce słuchać porad innych kobiet, ona, jako matka, powinna przecież wiedzieć najlepiej. Zamyka się więc w swoim pięknym mieszkaniu z małym dzieckiem... i zostaje sama.

I stuka tylko w klawisze klawiatury:

Stuk puk! Jest tam kto? Czy ktoś mnie wysłucha?
Tak jak ja teraz.

A powinno być o tak właśnie, jak tu:



Buźka,

Marta

PS. Syf w mieszkaniu widoczny na pierwszym zdjęciu jest zamierzony, oddaje chaos w mojej głowie ;)

*** 
 Więcej tu: FACEBOOK  i  tu : INSTAGRAM   

 

25 komentarze

  1. świetny blog, dziwne że wcześniej do Ciebie nie trafiłam :) dobry tekst

    OdpowiedzUsuń
  2. tęskniłam :)
    każda mama ma czasem mętlik w głowie ;) mój mętlik to w tej chwili jak sobie poradzę z dwójką ;)
    ale ja mogę liczyć na pomoc mojej mamy i siostry i to mnie uspokaja przynajmniej na początku.
    Życzę Ci moja droga żebyś podjęła słuszną decyzję i taką,której nie będziesz żałować :*
    ściskam Was mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Sciskam Cię równie mocno! Z dwójeczką nie jest tak strasznie, a z pomocą rodziny to już wogle pikuś ;)

      Usuń
  3. Marta, pamiętam, że po urodzeniu Igora też miałam taki moment, że nie wiedziałam co dalej i na nic, dosłownie na nic nie mogłam się zdecydować. Ale po jakimś czasie wróciłam na swoją ścieżkę i pewność siebie wróciła :) Myślę, że z czasem wszystko stanie się bardziej jasne :) Ćwiczeń gratuluję! Również wzięłam się za siebie i to mega mega poprawia mi humor i dodaje sił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Agata! No czekam i czekam i mi nie wraca ;) Ale ja niecierpliwa jestem, no i sytuacja działania wymaga. Ćwiczenia są the best, w końcu jakieś zdrowe uzależnienie ;)

      Usuń
  4. Mam tak samo! w ciąży myślałam że jak urodzę to jak ta lwica będę niepokonanie parła do przodu bez obaw, że macierzyństwo doda mi pewności siebie. Gdzie tam. Tak jak piszesz - przeraża to że teraz podjęta przeze mnie decyzja zaważy na życiu mojej córki. Powinno się chyba przestać tyle o tym myśleć i podążać za tym co życie przyniesie:) Również brakuje mi czasem takiego rozgardiaszu wielu osób dookoła, porad, przytuleń i plotek przy kawie, ale to trochę konsekwencja życia na obczyźnie niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w Polsce dziewczyny też potrafią czuć się zagubione i w swoim macierzyństwie osamotnione. Ale masz rację, że na obczyźnie to się chyba potęguje. Fajnie mieć mamę przy sobie, dopiero teraz to dostrzegam ;)

      Usuń
  5. na taki wpis czekałam ! dobrze wiedzieć co u ciebie ! :) i ze chwilowo zmartwienia poszły gdzieś w kąt i masz pod ręką mamę, wiem co to za dar... moc buziaków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Aga! Buziaki i dla Ciebie! Mama dziś wyjechała, dlatego siadłam przy komputerze :)

      Usuń
  6. Rety... Masz tyle racji z tą kobiecą komuną! Dzieci biegające razem i babki pomagające sobie na wzajem... Żeby chociaż te nasze mamy byly bliżej...

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest syf na tym pierwszym zdjęciu? :) Tożto ład i porządek! :) Kochana, weź to sobie na spokojnie. Na siłę żadnej decyzji się nie podejmie. Co nie znaczy, że decyzje nie wymagają odwagi. Ale nic na siłę. Na pewno poczujesz kiedy jest TEN moment i TWOJA chwila, aby mieć tę moc! Powodzenia! / Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha no proszę Cię, nie czytasz chyba innych blogów parentingowych, gdzie nigdy nic się nie wala a kocyki w kosteczkę złożone ;) Dzięki za wsparcie!

      Usuń
  8. O dupie Maryni czyli o mnie? <3
    Brawo, jesteś świetna! Miesiąc? Ja wytrzymałam dwa tygodnie, haha!
    Kobieto, jesteś wspaniałą matką swych dzieci, super blogerką, wrzucasz piękne zdjęcia na Insta. Tak, tak - to wszystko wiem doskonale! Czuję, że się rochę zagubiłaś, ale mam przeczucie, że własnie z tego zagubienia wychodzisz. Cóż, życie jest jak bombonierka - nie wiesz na co trafisz, ale ogólnie jest cudnie!
    Ściskam Was serdecznie i łączę się najmocniej, wszak w podobnych (PODOBNYCH!) sytuacjach się znajdujemy :D

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja znów na odwrót... po urodzeniu córci poczułam skrzydła i jestem bardziej pewna siebie, nie wiem czy to zaleta bo czasem mogę nieźle odpowiedziec ;) Gratulacje skończenia 1 miesiąca ćwiczeń :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Super - ja takim bilansem po pierwszym miesiącu fit wyzwania chyba pochwalić się nie mogę :D hihi! Jesteś twardzielka, nie ma co! Nie łam się, z trudnymi decyzjami też sobie poradzisz. Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  11. Chciałabym mięć taki syf w pokoju na co dzień... u mnie to jakaś masakra zawsze i jak dzieci śpią to szybko jakoś to ogarniam :) Mi też się kończy urlop rodzicielski wkrótce i też nie wiem co dalej... :( Pozdrawiam!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia! Życzę i Tobie podjęcia właściwej decyzji!

      Usuń
  12. Jestem tu pierwszy raz, ale na pewno nie ostatni. Masz ciekawy styl pisania, opowiadania o otaczającej rzeczywistości i nawet kilka razy się uśmiechnęła, to dobry znak ;) Gratuluje wytrwałości w ćwiczeniach mimo tylu obowiązków.

    OdpowiedzUsuń
  13. I znów ię powtórzę - świetny blog, pięknie piszesz i jesteś śliczna! A z decyzją poczekaj, aż intuicja Ci podpowie :) Gratuluję wytrwałości w ćw. ja na razie spasowałąm, a trzeba by się rozruszać...no i ta komuna babska - to jest myśl, zaraz by nam się lepiej żyło :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojoj wiesz jak kobiecie humor poprawić! Dzięki za miłe słowa!! Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam ostatnio podobne refleksje. Że dawniej były rodziny wielopokoleniowe, wszyscy razem pracowali, razem opiekowali się potomstwem. Moja Babcia urodziła 5 synów. Wszystkie porody odebrała Prababka. No wow, niesamowitą wiedzę, niesamowite umiejętności miały wówczas kobiety. Przekazywały sobie wszystko co ważne - info o karmieniu piersią, wychowanie, itp. Z pewnością młode mamy były mniej zagubione niż te współczesne, zamknięte niejednokrotnie w czterech ścianach z płaczącym dzieckiem, odchodzące od zmysłów w tej separacji od świata. Było jakoś naturalniej.
    Fajny wpis, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Ze wsparciem kobiet masz rację, bardzo dużo racji. Przykro mi tylko, że ani jedna strona (my) ani druga strona (nasze mamy, babcie, ciocie, itp) nie potrafimy się tak dogadać jak kiedyś (mam na myśli większe grono), szczególnie, że przecież "potrzeba całej wioski do wychowania dziecka".
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń